28.04.2013, wiadomości regionalne


Wiele misji w naszej diecezji nawiedzili rebelianci. Pierwsza sytuacja -  ktoś powiedział, że na jednej misji afrykański ksiądz trzyma u siebie dużą sumę pieniędzy. Fakt – miał 8 mln franków (12 tys. euro) na budowę szkoły i te 8 mln mu zabrali. I jeszcze motor, którym próbował uciekać i wcześniej jeszcze samochód.
Miejscowi odwieźli go do garnizonu Seleki, bo chciał całą sytuację zgłosić i odzyskać skradzione rzeczy. Życzliwi księdzu muzułmanie poradzili mu jednak, żeby jak najszybciej uciekał. Szef rebeliantów zagroził wyciągnięcie konsekwencji osobom, które napadły na księdza, a więc oprawcy będą się chcieli zemścić. Uciekł więc i schował się u biskupa. Wprawdzie udało mu się odzyskać samochód, ale dużo części było powymienianych na stare. Już na niewiele się on zda.

Na innej misji, niedaleko Bangui, rebelianci zabrali dwa samochody – tamtejszego księdza i jego kolegi, który przyjechał w odwiedziny.  Za kilka dni pojawili się także u sióstr żądając i ich auta. Znów twierdzili, że to samochód rządowy, a więc, że im się należy. Siostry zaczęły bić w dzwony, zbiegli się mieszkańcy zaopatrzeni w kije i maczety. Wprawdzie rebelianci nie zabrali tego po co przyjechali, ale wyraźnie zapowiedzieli powrót. Siostry w międzyczasie jednak wyniosły się do Bangui, a samochód odwiozły do biskupa.

Misja wysunięta najbardziej na południe, mimo trzykrotnych odwiedzin, nie ucierpiała w ogóle. Ani misja, ani w ogóle wioska. Dlaczego? Nie wiemy, ale mer jest muzułmaninem z korzeniami czadyjskimi. Zbieg okoliczności? 

W samym sercu diecezji misja znajduje się przy drodze. Z daleka widać katedrę i pomnik patronki – Joanny d’Arc, ubranej w zbroję i trzymającej w ręku miecz. Rebelianci już dwa razy byli o krok od napaści. Ostatnim razem, o 23:00 ksiądz widział jak oddział Seleki skradał się już w ich stronę. Już podchodzili, by po kilkunastu minutach zrezygnować. Co ich ciągle odciąga? Czyżby zbroja i miecz?

I jeszcze wyjdźmy na chwilę z terenu naszej diecezji. Samochody i pieniądze to najcenniejsze dla rebeliantów łupy. To fakt – tutaj bez samochodu niewiele możesz zrobić. Wszyscy starają się swoje środki transportu chronić – chowając je lub odwożąc tam, gdzie może będą bezpieczniejsze. I tak u arcybiskupa w stolicy znajduje się ich już 45…

 Misja niedaleko Kamerunu także doświadczyła ostatnio nieproszonych odwiedzin. Przyjechała tylko dwójka „gości”. Jeden pozostał na zewnątrz, drugi wszedł do budynku, kazał wszystkim wyjść na korytarz, krzyczał, mierzył bronią, straszył, kogoś spoliczkował, zabrał pieniądze i komputer. Ktoś zadzwonił po Selekę, po tych niby „dobrych”, którzy szybko się zjawili i po podsumowaniu, że często ich tu zbóje odwiedzają, zaproponowali pilnowanie misji – istny pakt z diabłem. Nie zgodzili się. Miejscowi widzieli jak po chwili „dobra” Seleka zabiera tych dwóch zbójów na swój samochód i jak gdyby nigdy nic razem odjeżdżają. Wszystko pozory, pozory, pozory…

Państwowe szkoły od jakiegoś już czasu nie działają i działać nie będą. Pojedyncze prywatne jeszcze chodzą, ale już niedługo – rodzice boją się porwań, czy to dla okupu czy żeby wcielić dzieci w szeregi rebeliantów. 

Wczoraj w końcu, po nie wiemy już ilu dniach, mieliśmy zasięg. Stąd część tych wieści. Telefony  się rozdzwoniły. Dobrze, że udało nam się skontaktować z innymi misjonarzami. Dziś znów głucha cisza, znów nic nie działa. Początkowo cieszyliśmy się, że możemy ich usłyszeć, że nikomu nic nie jest, ale każdy kolejny telefon, prócz tych informacji przynosił same złe wieści – tych napadli, tych okradli, ci muszą zamykać szkoły, ci boją się o podopiecznych, tam obok się znów biją, tylu ludzi już zginęło, ciągle gwałty, ciągle strzelają, ciągle czekają, ciągle coś…

Niby mają się zbierać znów jakieś rady międzynarodowe, niby chcą przysyłać żołnierzy z zewnątrz do zaprowadzenia porządku, niby ma być lepiej. Niby już miało być i co? Prezydenta to teraz chyba nikt nie popiera, chowa się chłopina w bazie wojskowej. I jak taki człowiek ma uspokoić sytuację i doprowadzić kraj do wolnych wyborów w 2016 roku? Co on chce gdziekolwiek doprowadzać? Co z tego kraju do tego czasu pozostanie? Nie można mówić, że jeszcze trochę i z Republiki Środkowoafrykańskiej pozostanie kompletna ruina. To już jest kompletna ruina.

I żyj tu jakoś człowieku. No niby jak?

Publikacja i rozpowszechnianie zawartości niniejszego bloga, są bez uprzedniej pisemnej zgody autora zabronione i stanowią naruszenie ustaw o prawie autorskim. 

4 komentarze:

  1. Az trudno uwierzyc ze w takich warunkach macie jeszcze sile i motywacje do jakiejkolwiek pracy wsrod tych ludzi. Dzieki tygodnikowi "Niedziela" dowiedzialem sie o Was i zaczalem zagladac na Twoj blog. Polecamy Was w modlitwie i trzymajcie sie jakos - Ciagle zadaje sobie pytanie jak mozna by Wam pomoc? andrzej

    OdpowiedzUsuń
  2. Witajcie. Ponieważ piszesz, że udało się kontaktować telefonicznie to mam pytanie czy wiecie coś więcej na temat Monasao? Czy ich dotyczy Twój wpis "Misja wysunięta najbardziej na południe, mimo trzykrotnych odwiedzin, nie ucierpiała w ogóle. Ani misja, ani w ogóle wioska. Dlaczego? Nie wiemy, ale mer jest muzułmaninem z korzeniami czadyjskimi. Zbieg okoliczności?" Czy innych misjonarzy? Gdybyś wiedziała coś na ich temat będę wdzięczny za informację? Gdybyście mieli z nimi kontakt przekażcie im, że pamiętamy o nich w naszych modlitwach tak jak i o wszystkich innych pracujących w tym kraju. Pozdrawiam serdecznie Bogdan

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W diecezji Lobaye ( Mbaiki ) najbardziej na południe wysunietą misją jest chyba Mongoumba

      Usuń
  3. " I jak taki człowiek ma uspokoić sytuację i doprowadzić kraj do wolnych wyborów w 2016 roku? "
    To jakiś absurd chyba . Idea wolnych wyborów w tak zniszczonym kraju jest śmieszna :-) Bzdurą jest też przekonanie że takie wybory w czymkolwiek pomogą .
    Ratunek dla tego kraju to dyktatorska władza białych i to na minimum 20 , albo nawet 30 lat . Tylko wtedy Republika Środkowoafrykańska wyjdzie na prostą .
    Demokracja jest sensownym ustrojem , ale dla państw z silną klasą średnią i tradycją takich rządów . Stworzenie społeczeństwa obywatelskiego to zadanie na pokolenia ; nie da się go po prostu zadekretować .
    Ewentualne wybory w 2016 można więc potraktować tak jak na to zasługują - jako rodzaj politycznego listka figowego na sumieniu społeczności międzynarodowej .

    OdpowiedzUsuń