I stało się.
O 12:30 pytam się w szpitalu:
„Przyjechali już?”. „Nie, nie. Nie ma ich. Może jutro.” – usłyszałam. Dosłownie
dwie minuty później zobaczyłam zamieszanie – ci biegną tam, tamci w drugą
stronę. "Oho! Są.” – pomyślałam. W rzeczy samej. Przyjechali na trzech
motorach. Zapewniali o swoich pokojowych zamiarach, ale broń mieli. Jak zawsze…
Rozmawiali w pobliskiej szkole. Było
kilka wioskowych osobistości. Powiedzieli, że Seleka to przeszłość, żeby ich
już tak nie nazywać – oni są teraz regularnym wojskiem RŚA, co nie przeszkadza,
by był wśród nich Czadyjczyk nie znający francuskiego, nie mówiąc już o sango. Wielu ludzi przyszło posłuchać. Wygarnęli im
nocne napady i strzelaniny. „Nie. Ton nie my.” – tyle skomentowali. Nikt się
więcej nie sprzeciwił. Nikt się nie postawił. Na wszystko się zgodzili. No i
mamy.
Mają przysłać oddział do wioski.
Kilkunastu ludzi z Seleki będzie tu na stałe stacjonować. Super. Po prostu
super!
Już nie trzeba będzie nocami
pilnować szpitala, bo pilnowany był przed niespodziewanymi atakami bandytów.
Teraz bandyci będą sobie spokojnie żyć kilkaset metrów od nas i pewnie jeszcze
przychodzić na badania jak się gorzej poczują.
No to teraz nocne wypady do
szpitala będą miały w sobie nutkę grozy. A co jak po drodze spotkamy jakiegoś
zabłąkanego rebelianta? Bo oni to generalnie spokojni, generalnie pokojowi,
tylko tak jak pisałam ostatnio – czasem gwałcik czy zabójstewko się przydarzy.
Do tego wszystkiego to mamy
jeszcze do dołożenia informacje od znajomego Środkowoafrykańczyka o którym
pisałam już kilkakrotnie. Nazwijmy go „P.” – będzie łatwiej pisać. No więc P.
nic wskórać nie może. Mali i Syria – te konflikty dominują, my się nie liczymy.
Organizacje humanitarne się wycofują, bo nie mogą dostać pieniędzy na pomoc
Republice Środkowoafrykańskiej. Redukują etaty. Zostaną może jakieś garstki. A
ludzie? Ludzie zostaną bez pomocy.
Na horyzoncie pojawia się coraz
wyraźniej klęska głodu. W kraju bardzo niewiele się produkowało, teraz nawet
tego nie ma. Wszystko dostarczane jest z Kamerunu, a i to nie działa zbyt
sprawnie. Ostatnio bandyci zabili kierowcę ciężarówki, by zrabować towar. Teraz
inni boją się jeździć i wcale nie dziwota.
Francuzi też zaczynają wypuszczać
niepokojące komunikaty – żeby więcej nie przyjeżdżać, żeby wracać. I dzieje się
to teraz, kiedy wydawałoby się, że najgorszy kryzys minął, że zdaje się być
jakby spokojniej. Czy jest coś o czym nie wiemy? Czy tam na szczytach władzy i wpływów szykują coś
czego powinniśmy się obawiać? Bo takie wrażenie w ostatnich dniach w nas
narasta…
Bo przecież jeśli wyjadą stąd
wszyscy, którzy mogą i dojdzie do czegoś, do czegoś o czym myśleć nawet nie
chcę to kto będzie krzyczał? Kto powie o tym światu? Znów wszyscy dowiedzą się,
gdy będzie już za późno?
Jesteśmy już zmęczeni tą patową
sytuacją. Nic nie idzie ku dobremu. Brak nowych wiadomości jest dość pozytywny,
bo każda nowa wiadomość okazuje się być złą, gorszą lub jeszcze gorszą. Nie
wiem czy Wy też odczuwacie znużenie czytając bloga, ale nadal musimy Was prosić
o modlitwę. Nie ma ludzkiej siły, która mogłaby tu zadziałać. Nie ma. Może
wybory byłyby tym impulsem, który by coś zmienił, coś poruszył, ale czy i kiedy
się one odbędą tego nie wie nikt. Ostatnie wybory, w czasach spokoju były
przesuwane trzy razy! A teraz? Kto zrobi spis ludności kiedy wszystkie
dokumenty są spalone? Kto pojedzie na najbardziej niebezpieczną północ i przede
wszystkim kto przyjdzie głosować, kiedy ludzie są tak przerażeni? A nawet
gdyby, nawet gdyby odbyły się w terminie to jak tu przetrwać te dzielące nas od
nich 18 miesięcy?
Publikacja i rozpowszechnianie zawartości niniejszego bloga, są bez uprzedniej pisemnej zgody autora zabronione i stanowią naruszenie ustaw o prawie autorskim.