Tak jak pisałam, ja już wróciłam do Polski pozostawiając Papę i Elę, którzy nadal na co dzień muszą zmagać się z rebeliantami i wysłuchiwać informacji o zabójstwach i pobiciach. Na początku grudnia dołączy do nich Zuzia, która mimo tak trudnej sytuacji w kraju, zdecydowała się wrócić i do wakacji służyć pomocą w szpitalnej aptece. Niech Bóg jej za to  błogosławi. 

Proszę Was, my, którzy siedzimy w bezpiecznym i spokojnym kraju i jak gdyby nigdy nic przygotowujemy się do Świąt Bożego Narodzenia, ogarniajmy Środkową Afrykę swoją modlitwą. Nie zapominajmy, że oni tam są i potrzebują naszego wsparcia.

Przez te kilka tygodni, gdy byliśmy odcięci od Internetu, prócz kilku wizyt Seleki w ramach konsultacji w szpitalu, nic więcej u nas się nie wydarzyło. W stolicy jednak nasłuchaliśmy się o różnych nieciekawych zdarzeniach - o kradzieżach i zabójstwach, m.in. bezdomnego chłopca, który stał się kolejną niewinną  ofiarą mężczyzn w mundurach moro. 

Doszły do nas także słuchy o wojskach francuskich, które przygotowują się (w końcu!) do zrobienia porządku w RŚA i które ponoć są już w Douala (Kamerun). Jeśli chcą wykurzyć Selekę, miejmy nadzieję, że zrobią to tak, żeby cywile nie ucierpieli. 

Naprawdę potrzebna jest modlitwa! 


Publikacja i rozpowszechnianie zawartości niniejszego bloga, są bez uprzedniej pisemnej zgody autora zabronione i stanowią naruszenie ustaw o prawie autorskim.

będziemy wracać

Dwa dni temu wróciłam planowo do Polski (po skończeniu kontraktu). Na misji nadal nie ma internetu. Czekają na naprawę. 

W ciągu kilku dni napiszę jak wyglądała sytuacja przez czas naszej nieobecności w sieci, a w ciągu kilku tygodni (mam nadzieję) odzyskamy stały kontakt z RŚA.

Proszę o cierpliwość i modlitwę o pokój w tym biednym kraju.

26.10.2013, no to mamy przerąbane

Do miasta leżącego niedaleko Kamerunu wkroczyła grupa żołnierzy – popleczników byłego, a przeciwników obecnego prezydenta. Otoczyli koszary wojskowe, gdzie kryje się Seleka. Trwają walki. Mowa jest o tysiącach ludzi uciekających z tamtych okolic ze strachu przed tym co będzie. W mieście tym są także polscy misjonarze (wszystko u nich w porządku). Musimy się teraz modlić szczególnie mocno właśnie za nich.

Niewiele na razie wiemy, wiadomości są świeże. Telefony się rozdzwoniły (dzięki Ci, Panie, że działają!). Będziemy informować.

Ja za niecałe 3 tygodnie mam wracać do Polski. Ciekawe, ciekawe czy to się teraz uda i co znów zacznie się dziać.





Publikacja i rozpowszechnianie zawartości niniejszego bloga, są bez uprzedniej pisemnej zgody autora zabronione i stanowią naruszenie ustaw o prawie autorskim.
 14.10.2013, niemoralne propozycje i darmowy system opieki zdrowotnej dla rebeliantów

Kiedyś pisałam, że rebelianci z naszej wioski zrobili sobie barierę na drodze zaraz obok domu jednej z naszych pielęgniarek. Musiała ich żywić, jak by coś z tej ich wiecznej obecności miała. No tak – chyba tylko dodatkowy stres.

Żeby tego było mało, pielęgniarka ta jest bardzo piękną kobietą i w końcu ciężko pracujące chłopy w mundurach moro to dojrzały i jak najbardziej chcą wykorzystać. Dostała więc propozycję - wszyscy wiemy jaką. Może odmówić, nie ma problemu, ale wprost jej powiedzieli, że wtedy ją zabiją. I mówią to ci sami ludzie od których osobiście słyszałam słowa: „Jesteśmy tu, żeby was bronić.” !!!!

Także dziś można było do woli słuchać podobnych pięknych słów Seleki, gdy dwóch z nich przyszło do szpitala na konsultacje. Czy mieli ze sobą jakieś pieniądze? Oczywiście! Co za nie kupili? No perfumy. A na leki starczyło? Skąd żeby znowu. Dziś ich kartą przetargową nie była broń. Starczyły mundury i turban. Grzecznie podziękowali, uścisnęliśmy rączki i mogli pójść. Bo niby co im powiesz? Oni nas w końcu bronią (ciekawa jestem tylko przed czym lub przed kim właściwie), a my mielibyśmy mieć pretensje o brak tych kilku tysięcy franków przez biednych, ciężko pracujących panów rebeliantów?


15.10.2013, strzelamy, bo się cieszymy

Dziś z pewnej sennej atmosfery poranka wyrwały nas wystrzały gdzieś we wsi. Zrobiło się głośno, ludzie zaczęli żywo dyskutować, część biegała w sobie tylko znanym kierunku. Strzały było słychać blisko, a nasz chirurg wszedł do dyżurki i spokojnie zapytał: „Czy wypisy są już przygotowane?”.

No tak. No tak. Świat w którym normalność usilnie walczy z wojną. Świat w którym głupota powala na łopatki jakiekolwiek współczucie.

Okazało się bowiem, że nasi koledzy rebelianci tymi wystrzałami chcieli światu oznajmić swoją radość z jakiegoś muzułmańskiego święta. Dzięki temu możemy i my, jakże szczerze, przyłączyć się do ich radości...

Cieszcie się, dobrze, tylko proszę, nikogo z nas w związku z tym nie zastrzelcie.

A mi już, niejako automatycznie, otwiera się w głowie w takich sytuacjach ta sama szufladka i zaczynam szeptać gdzieś wewnętrznie:

Pod Twoją obronę uciekamy się...




Publikacja i rozpowszechnianie zawartości niniejszego bloga, są bez uprzedniej pisemnej zgody autora zabronione i stanowią naruszenie ustaw o prawie autorskim.

9.10.2013, Kule lecą, poszukiwania trwają

Nie mogę wszystkiego pisać. Nie mogę. Musimy pozostać w wersji: Spokój jest. Jest super. Nie ma co się martwić! Nic by dodatkowe zmartwienia ludzi z drugiego końca świata nie pomogły. Musimy się wszyscy dużo modlić o Środkową Afrykę, bo ona tej modlitwy bardzo potrzebuje. Ona, wszyscy mieszkańcy i na końcu także my.

Wyjeżdżając ze stolicy, włoscy misjonarze zostali zatrzymani przez Selekę na szczegółową kontrolę. Tak dokładne przeszukiwania jak teraz, do tej pory w stosunku do białych się nie zdarzały. Misjonarze mieli pretensje. Rebelianci pozwolili im odjechać po czym puścili się za nimi na motorach i ostrzelali ich. Na szczęście nikomu nic się nie stało, ale samochód już do niczego się nie nadaje. Bóg czuwa.

Do nas napłynęła „prośba” o oddanie miejscowej Selece trochę paliwa, bo mają samochód (ciekawe komu został wcześniej ukradziony?), a benzyny nie. Papa powiedział, że może im owszem, ale odsprzedać bidon. Zobaczymy jak się to dla nas skończy. Na razie ucichło.

A wieść całkiem świeżutka, bo z dzisiejszego poranka: w jednej z okolicznych wsi, gdzie mieszka nasz pielęgniarz Jasiu, został zastrzelony były żołnierz FACA. Był zupełnie bezbronny. Dostał 6 kulek. I po człowieku.

Nie mamy wyjścia. Musimy trwać w wierze, że będzie dobrze, że będzie tak, jak Bóg dla nas zaplanował, bo tylko On wie, co dla nas najlepsze.

Jezu, ufamy Tobie!
Jezu, ufamy Tobie!

Jezu, ufamy Tobie!


Publikacja i rozpowszechnianie zawartości niniejszego bloga, są bez uprzedniej pisemnej zgody autora zabronione i stanowią naruszenie ustaw o prawie autorskim.

30.09.2013, Gadanie, gadanie...

Ostatnio zebrała się rada bezpieczeństwa ONZ w sprawie Republiki Środkowoafrykańskiej i kilku innych krajów. Był więc ONZ, był prezydent Francji, były słowa potępienia dla działań i wydarzeń w RŚA. Największym skandalem okazało się, że wysłano żołnierzy, którzy mieli rozbroić Selekę (pamiętacie to jeszcze? Patrząc na mieszkających obok nas rebeliantów niezbyt im się to udało), a skończyło się na tym, że Seleka rozbrajała ludność cywilną, która posiadała broń rzekomo podarowaną im przez byłego prezydenta. Tego wydarzenia, idealnie pokazującego porządek i spokój panujący w tym kraju, najbardziej nie mogli przeżyć.

Ma zostać również dosłanych 2 tys. francuskich żołnierzy, którzy mają działać pod egidą ONZ. Historia jednak nie jeden już raz pokazała, że oprócz jeżdżenia po mieście i pokazywania się, że się tu jest, oddziały takie nic więcej nie robią, a nadal dzieje się, co się ma dziać.

Słychać też głosy o tym, że wielcy tego świata obawiają się „somalizacji” kraju i powstania w RŚA „sanktuarium terroryzmu”. Kto nie wie co to oznacza – islamizacja, wojna domowa trwająca od prawie 30 lat... No to z przykrością musimy odrzec, że określenie to idealnie pasuje do północy naszego kraju. Obawiajcie się dalej.

Bandyci okradli znów misję katolicką leżącą w części kraju graniczącej z Kamerunem. Zabrali samochód i pieniądze. Potem napadli też na ich sąsiadów, kneblując i przywiązując jednego z księży. I co? No nic.

A wracając do naszego wiejskiego zaścianka. Kilka dni temu z samego rana dotarł do naszego szpitala pan rebeliant zwijający się z bólu oraz jego kompan z bronią. Ten pierwszy okazał się być ofiarą wypadku motorowego, który sam spowodował. Miał poharatane plecy, klatkę piersiową i naciągnięty bark. Wszyscy skakali koło nich jakby mieli zaraz zejść z tego świata. Ludzie się boją. Jak się nie bać, gdy kartą przetargową jest kałasznikow? Oczywiście pieniędzy ze sobą żadnych nie mieli. Niby po co? Broń jest. To wystarczy.




Boże, spraw cud...  



Publikacja i rozpowszechnianie zawartości niniejszego bloga, są bez uprzedniej pisemnej zgody autora zabronione i stanowią naruszenie ustaw o prawie autorskim.

19.09.2013

Co by Wam tu napisać? Nie bardzo jest co. My pracujemy normalnie i udajemy, że wkoło nic się nie dzieje. Wszyscy tak udają. Słyszymy, że na północ od nas zabili ludzie, że spalili wioski, nawet zdjęcia są w Internecie. Słyszymy, że muzułmanie biją chrześcijan i na odwrót. Słyszymy, że Seleka kazała zapłacić 300.000 franków szefowi wsi obok za zniewagi. Słyszymy, że Francja chce znów poprzeć byłego prezydenta. Różne rzeczy słyszymy, a potem niezmiennie mówimy przez Skypa:


„Nie no. Spokój jest. Jest super. Nie ma co się martwić!”



Publikacja i rozpowszechnianie zawartości niniejszego bloga, są bez uprzedniej pisemnej zgody autora zabronione i stanowią naruszenie ustaw o prawie autorskim.